Czas pędzący na oślep, po środku stromego, zarośniętego zbocza, spadając wciąż w dół, czuję że coś mi umyka...
We wrześniu kończę 23 lata...będę dwa lata po ślubie i na ostatnim roku studiów, a to ostatni moment na dokonanie radykalnych zmian w życiu.. Pozostały mi więc jedynie 3 miesiące na przemyślenia, co dalej... Wielość pomysłów i ogromny strach, czy i który wybór będzie słuszny...o ile którykolwiek będzie, oby go nie żałować.
Konwaliowa Mgiełka
wtorek, 26 czerwca 2012
czwartek, 17 maja 2012
nocna wędrówka w krainę ciszy
minęła północ, gdy usiadłam by chwilę pomyśleć nad tym co dzieje się wokół mnie..totalna cisza zakłócona z lekka brzęczeniem lodówki i powiewem wiatru za oknem.
zielona herbata w radosnej pomarańczowej filiżance (jedynej takiej jaką posiadam) paruje, czekając na pierwszy łyk..przecież ja nigdy tego nie robię, nie piję herbaty w ciągu dnia, a co dopiero w środku majowej nocy.
jestem trochę zmęczona, nie do końca wprowadzonymi zmianami, chciałabym czegoś nowego tu i teraz, a świat tak nie działa..
znów czuję to napięcie w środku, muszę się na coś zdecydować, nie oglądając na innych..
tak marzę o pikniku na łące, na ogromnym kocu, czytaniu książek, słuchaniu odgłosów ptaków..tylko w tych myślach wciąż jestem sama..
chciałabym wyjść z aparatem do parku, ale brak mi odwagi..jutro wybiorę się do parku, postanowione, jedynie w celu wyciszenia, by nie zadręczać się negatywnymi myślami!
zielona herbata w radosnej pomarańczowej filiżance (jedynej takiej jaką posiadam) paruje, czekając na pierwszy łyk..przecież ja nigdy tego nie robię, nie piję herbaty w ciągu dnia, a co dopiero w środku majowej nocy.
jestem trochę zmęczona, nie do końca wprowadzonymi zmianami, chciałabym czegoś nowego tu i teraz, a świat tak nie działa..
znów czuję to napięcie w środku, muszę się na coś zdecydować, nie oglądając na innych..
tak marzę o pikniku na łące, na ogromnym kocu, czytaniu książek, słuchaniu odgłosów ptaków..tylko w tych myślach wciąż jestem sama..
chciałabym wyjść z aparatem do parku, ale brak mi odwagi..jutro wybiorę się do parku, postanowione, jedynie w celu wyciszenia, by nie zadręczać się negatywnymi myślami!
czwartek, 23 lutego 2012
zmiany
Po nowym roku rozpoczął się etap zmian i budowy.
Piąta z kolei zmiana pracy, na dobre. Mam zamiar zapuścić korzonki!
Powolutku wykańczamy mieszkanie, planujemy, snujemy, marzymy.
Pieniądze pojawiają się i bardzo szybko znikają w przeznaczeniu na cele ważne.
Po fali mrozów, śniegu i chlapy, szczęśliwa, znów w oczekiwaniu na wiosnę.
Piąta z kolei zmiana pracy, na dobre. Mam zamiar zapuścić korzonki!
Powolutku wykańczamy mieszkanie, planujemy, snujemy, marzymy.
Pieniądze pojawiają się i bardzo szybko znikają w przeznaczeniu na cele ważne.
Po fali mrozów, śniegu i chlapy, szczęśliwa, znów w oczekiwaniu na wiosnę.
czwartek, 27 października 2011
Smutna rocznica
Dziś jest najsmutniejszy dzień w roku.
Najsmutniejsza rocznica...już 2.
Przeżywana w ciszy i samotności.
Tyle zmieniło się w ciągu dwóch lat.
Był pogrzeb, jeden, później drugi.
Była zgoda, z kimś do kogo czuło się żal.
Był ślub. Kredyt. Mieszkanie.
Zmiana pracy czterokrotna, aż trafił się wymarzony, niepełny etat.
Teraz jest spokojnie, dobrze, szczęśliwie. Prócz dziś.
Dzisiaj jest czas zamyślenia, nostalgii, przypomnienia sobie o kimś kto odszedł, dokładnie w swoje 66 urodziny i 4 dni przed smutnym dniem zmarłych. Właśnie rozpoczyna się szary, jesienny tydzień.
Najsmutniejsza rocznica...już 2.
Przeżywana w ciszy i samotności.
Tyle zmieniło się w ciągu dwóch lat.
Był pogrzeb, jeden, później drugi.
Była zgoda, z kimś do kogo czuło się żal.
Był ślub. Kredyt. Mieszkanie.
Zmiana pracy czterokrotna, aż trafił się wymarzony, niepełny etat.
Teraz jest spokojnie, dobrze, szczęśliwie. Prócz dziś.
Dzisiaj jest czas zamyślenia, nostalgii, przypomnienia sobie o kimś kto odszedł, dokładnie w swoje 66 urodziny i 4 dni przed smutnym dniem zmarłych. Właśnie rozpoczyna się szary, jesienny tydzień.
piątek, 9 września 2011
dary jesieni
W garnuszku, na błękitnym ogniu, powolutku smażą się śliwkowe marzenia. Piątek to dzień targowy, który wprost uwielbiam. Zresztą sama urodziłam się tego dnia tygodnia, rodzice od zawsze się śmiali,że jestem jak ta przekupka. Dziś był wielki wór ziemniaków, warkocz czosnku, śliwki, jabłka i maliny. Czas przetworów i ciast. Niedługo Jesień, cudowna pora roku, a z nią czekolada i cynamon.
Nie dalej jak wczoraj, nie mogłam spać, ożywiona myślą wyjazdu do Domu. 6.40, a ja ucieram ciasto czekoladowe, dodaję gruszek, szczyptę cynamonu i ogrom czekoladowej polewy. Gdy było gotowe wysłałam mms do siostry, w końcu robiłam je z myślą o niej.
Początek weekendu pełnego gotowania, przygotowania do przyjęcia gości. Radość z oczekiwania. Szczęśliwa!
Nie dalej jak wczoraj, nie mogłam spać, ożywiona myślą wyjazdu do Domu. 6.40, a ja ucieram ciasto czekoladowe, dodaję gruszek, szczyptę cynamonu i ogrom czekoladowej polewy. Gdy było gotowe wysłałam mms do siostry, w końcu robiłam je z myślą o niej.
Początek weekendu pełnego gotowania, przygotowania do przyjęcia gości. Radość z oczekiwania. Szczęśliwa!
wtorek, 2 sierpnia 2011
wspomnienie weekendu, wspomnienie przeszłości
Wakacje u babci...
Wspomnienie wypraw nad jezioro, nad rzekę, rowerem lub pieszo. Gromadka dzieci i babcia. Taka prawdziwa jak z baśni. Piekła ciasta, robiła przetwory, miała ogromny ogród, dużo ciepła i głowę pełną opowieści. A co najważniejsze, to wszystko trwa do dnia dzisiejszego. Babcia wciąż prowadzi ogród z ziemniakami, ogórkami, fasolą w najróżniejszych odmianach, mnóstwem kwiatów i foliakiem z pomidorami. Jest też miniaturowy sad, pozostawiony przez dziadka. Dziadka już nie ma, mija drugi rok. To dziwne, ale jego sad i rośliny doniczkowe nie zapomniały o nim, przez to trochę zmarniały, posmutniały. Dziadek, który zawsze pragnął wnuka, powiedział mi kiedyś: ''Kiedy ma się taką wnuczkę nie potrzeba mi wnuka.''. To były najpiękniejsze słowa jakie od niego w życiu usłyszałam. Dziadek był zwykle dość srogi, taki rybak samotnik, z olbrzymią wiedzą na temat zwierząt, ryb, roślin, życia na wsi.
Teraz zawsze gdy jedziemy do ''gdy'' (tak mówiłam o tej wiosce gdy nie mogłam wymówić nazwy), do głowy przychodzi tysiąc wspomnień. Tych dobrych. Teraz jeździmy na ryby, czasem na grzyby, za każdym razem wracamy z darami od babci, warzywami, owocami, przetworami. A ona mówi: czemu przyjechaliście na tak krótko? Kiedy znów będziecie?
Chciałabym wracać tam co weekend, lecz to niemożliwe, z braku czasu, natłoku pracy. Zresztą jest też inne miejsce, które kocham ponad życie, to DOM, ten DOM.
Wspomnienie wypraw nad jezioro, nad rzekę, rowerem lub pieszo. Gromadka dzieci i babcia. Taka prawdziwa jak z baśni. Piekła ciasta, robiła przetwory, miała ogromny ogród, dużo ciepła i głowę pełną opowieści. A co najważniejsze, to wszystko trwa do dnia dzisiejszego. Babcia wciąż prowadzi ogród z ziemniakami, ogórkami, fasolą w najróżniejszych odmianach, mnóstwem kwiatów i foliakiem z pomidorami. Jest też miniaturowy sad, pozostawiony przez dziadka. Dziadka już nie ma, mija drugi rok. To dziwne, ale jego sad i rośliny doniczkowe nie zapomniały o nim, przez to trochę zmarniały, posmutniały. Dziadek, który zawsze pragnął wnuka, powiedział mi kiedyś: ''Kiedy ma się taką wnuczkę nie potrzeba mi wnuka.''. To były najpiękniejsze słowa jakie od niego w życiu usłyszałam. Dziadek był zwykle dość srogi, taki rybak samotnik, z olbrzymią wiedzą na temat zwierząt, ryb, roślin, życia na wsi.
Teraz zawsze gdy jedziemy do ''gdy'' (tak mówiłam o tej wiosce gdy nie mogłam wymówić nazwy), do głowy przychodzi tysiąc wspomnień. Tych dobrych. Teraz jeździmy na ryby, czasem na grzyby, za każdym razem wracamy z darami od babci, warzywami, owocami, przetworami. A ona mówi: czemu przyjechaliście na tak krótko? Kiedy znów będziecie?
Chciałabym wracać tam co weekend, lecz to niemożliwe, z braku czasu, natłoku pracy. Zresztą jest też inne miejsce, które kocham ponad życie, to DOM, ten DOM.
piątek, 15 lipca 2011
letnie burze
Burzowy okres nie dotyczy jedynie zmian pogodowych. Lato to dla mnie zawsze ''burzliwy'' czas. Na szczęście od wieków wiadomo, że później wstaje słońce, tęcza i wszystko co złe rozmywa.
Ostatnio sama, wciąż śpiąca, bez zapału, apatyczna... Zadziwiające, że moje ciężkie dni zwykle nastają w zachwycającej aurze.
Brak motywacji, mnóstwo złych myśli, a wokół tyle radosnych twarzy. Czekam na...tak ja wciąż na coś czekam, zamiast żyć tym co w tej chwili daje los. Tak czekałam na fiołki, że nie zdążyłam ich zebrać, na kwiaty bzu i róży, nie było czasu...Już drugi rok czuję jak omijają mnie dary natury. Cieszę się, że choć wyśnione czerwcowe truskawki zdążyłam zamknąć w niewielkich słoiczkach.
Obietnica dla siebie-zacząć czerpać przyjemność z prostych rzeczy, nie czekać a działać.
Od DZIŚ!!!
Ostatnio sama, wciąż śpiąca, bez zapału, apatyczna... Zadziwiające, że moje ciężkie dni zwykle nastają w zachwycającej aurze.
Brak motywacji, mnóstwo złych myśli, a wokół tyle radosnych twarzy. Czekam na...tak ja wciąż na coś czekam, zamiast żyć tym co w tej chwili daje los. Tak czekałam na fiołki, że nie zdążyłam ich zebrać, na kwiaty bzu i róży, nie było czasu...Już drugi rok czuję jak omijają mnie dary natury. Cieszę się, że choć wyśnione czerwcowe truskawki zdążyłam zamknąć w niewielkich słoiczkach.
Obietnica dla siebie-zacząć czerpać przyjemność z prostych rzeczy, nie czekać a działać.
Od DZIŚ!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)