czwartek, 27 października 2011

Smutna rocznica

Dziś jest najsmutniejszy dzień w roku.
Najsmutniejsza rocznica...już 2.
Przeżywana w ciszy i samotności.
Tyle zmieniło się w ciągu dwóch lat.
Był pogrzeb, jeden, później drugi.
Była zgoda, z kimś do kogo czuło się żal.
Był ślub. Kredyt. Mieszkanie.
Zmiana pracy czterokrotna, aż trafił się wymarzony, niepełny etat.
Teraz jest spokojnie, dobrze, szczęśliwie. Prócz dziś.
Dzisiaj jest czas zamyślenia, nostalgii, przypomnienia sobie o kimś kto odszedł, dokładnie w swoje 66 urodziny i 4 dni przed smutnym dniem zmarłych. Właśnie rozpoczyna się szary, jesienny tydzień.

piątek, 9 września 2011

dary jesieni

W garnuszku, na błękitnym ogniu, powolutku smażą się śliwkowe marzenia. Piątek to dzień targowy, który wprost uwielbiam. Zresztą sama urodziłam się tego dnia tygodnia, rodzice od zawsze się śmiali,że jestem jak ta przekupka. Dziś był wielki wór ziemniaków, warkocz czosnku, śliwki, jabłka i maliny. Czas przetworów i ciast. Niedługo Jesień, cudowna pora roku, a z nią czekolada i cynamon.
Nie dalej jak wczoraj, nie mogłam spać, ożywiona myślą wyjazdu do Domu. 6.40, a ja ucieram ciasto czekoladowe, dodaję gruszek, szczyptę cynamonu i ogrom czekoladowej polewy. Gdy było gotowe wysłałam mms do siostry, w końcu robiłam je z myślą o niej.
Początek weekendu pełnego gotowania, przygotowania do przyjęcia gości. Radość z oczekiwania. Szczęśliwa!

wtorek, 2 sierpnia 2011

wspomnienie weekendu, wspomnienie przeszłości

Wakacje u babci...
Wspomnienie wypraw nad jezioro, nad rzekę, rowerem lub pieszo. Gromadka dzieci i babcia. Taka prawdziwa jak z baśni. Piekła ciasta, robiła przetwory, miała ogromny ogród, dużo ciepła i głowę pełną opowieści. A co najważniejsze, to wszystko trwa do dnia dzisiejszego. Babcia wciąż prowadzi ogród z ziemniakami, ogórkami, fasolą w najróżniejszych odmianach, mnóstwem kwiatów i foliakiem z pomidorami. Jest też miniaturowy sad, pozostawiony przez dziadka. Dziadka już nie ma, mija drugi rok. To dziwne, ale jego sad i rośliny doniczkowe nie zapomniały o nim, przez to trochę zmarniały, posmutniały. Dziadek, który zawsze pragnął wnuka, powiedział mi kiedyś: ''Kiedy ma się taką wnuczkę nie potrzeba mi wnuka.''. To były najpiękniejsze słowa jakie od niego w życiu usłyszałam. Dziadek był zwykle dość srogi, taki rybak samotnik, z olbrzymią wiedzą na temat zwierząt, ryb, roślin, życia na wsi.
Teraz zawsze gdy jedziemy do ''gdy'' (tak mówiłam o tej wiosce gdy nie mogłam wymówić nazwy), do głowy przychodzi tysiąc wspomnień. Tych dobrych. Teraz jeździmy na ryby, czasem na grzyby, za każdym razem wracamy z darami od babci, warzywami, owocami, przetworami. A ona mówi: czemu przyjechaliście na tak krótko? Kiedy znów będziecie?
Chciałabym wracać tam co weekend, lecz to niemożliwe, z braku czasu, natłoku pracy. Zresztą jest też inne miejsce, które kocham ponad życie, to DOM, ten DOM. 

piątek, 15 lipca 2011

letnie burze

Burzowy okres nie dotyczy jedynie zmian pogodowych. Lato to dla mnie zawsze ''burzliwy'' czas. Na szczęście od wieków wiadomo, że później wstaje słońce, tęcza i wszystko co złe rozmywa.
Ostatnio sama, wciąż śpiąca, bez zapału, apatyczna... Zadziwiające, że moje ciężkie dni zwykle nastają w zachwycającej aurze.
Brak motywacji, mnóstwo złych myśli, a wokół tyle radosnych twarzy. Czekam na...tak ja wciąż na coś czekam, zamiast żyć tym co w tej chwili daje los. Tak czekałam na fiołki, że nie zdążyłam ich zebrać, na kwiaty bzu i róży, nie było czasu...Już drugi rok czuję jak omijają mnie dary natury. Cieszę się, że choć wyśnione czerwcowe truskawki zdążyłam zamknąć w niewielkich słoiczkach.
Obietnica dla siebie-zacząć czerpać przyjemność z prostych rzeczy, nie czekać a działać.
Od DZIŚ!!!

środa, 18 maja 2011

myśli pędzące na oślep

Tysiąc myśli na sekundę, milion pytań gdzieś w próżnię...Co mam zrobić? Jak mam zrobić? Czy dzis zdążę? Co na obiad? Kiedy wrócisz? Co u Ciebie?
Pełna bałaganu w głowie, na głowie i w domu. W domu? Hm... to zabawne - w mieszkaniu. Dom był kiedyś, duży, ciepły, kolorowy, pachnący drewnem i miłością. Mieszkanie pachnie miłością i domowym jedzeniem, jest małe, ale to początek wielkiej drogi.
Dziś na obiad wczorajsza zupa z kwiatu kalafiora. Dalej sałatka z pieczonych resztek mięs a na koniec Muffin's with rhubarb.
Kwaśny deser na osłodę ciężkiego dnia.

środa, 6 kwietnia 2011

wiosenne natchnienie

czuję... zapach wiosny przyniesiony z deszczem.
widzę... pierwsze listki trawy wystające spod szaro-brunatnej sterty liści.
krokusiki ach! zachwycające, te pierwiosnki, przebiśnieżki.
czekam... na fiołki ''co mnie nęcą'' i pierwsze pędy paproci...
marzę o wiosennej uczcie duszy nad jeziorem, późną porą, boso po zroszonej trawie...już niedługo...